Dziewczynka nie żyje. To nie spoiler – zdradza nam to sama narratorka już na początku powieści. Dziewczynka nie żyje, a my, czytelnicy, jesteśmy po to, żeby dowiedzieć się, jak do tego doszło.
Do czysta Alii Trabucco nie jest jednak powieścią detektywistyczną. Wydana w 2022 roku przez wydawnictwo Lumen, po polsku ukazała się w przekładzie Tomasza Pindla nakładem Wydawnictwa Czarne w 2025 roku. Książka chilijskiej pisarki skupia się przede wszystkim na historii Esteli – Estelity, Lity – około czterdziestoletniej kobiety z południa Chile, która w poszukiwaniu pracy porzuca rodzinną wieś i zatrudnia się jako pomoc domowa u zamożnej rodziny w Santiago de Chile, oczekującej narodzin swojego jedynego dziecka.
Dziewczynka nie żyje – zdradza nam narratorka, chociaż nie tylko nam, lecz przede wszystkim odbiorcom, do których się zwraca, obecnym „po drugiej stronie szyby” sali przesłuchań, w której się znajduje. To im jej opowieść ma służyć jako wyjaśnienie okoliczności śmierci, choć ich milcząca niewidoczność sprawia, że narratorka momentami wątpi w samą ich obecność. Poprzez ten zabieg powieść Trabucco przybiera kształt spowiedzi – szczegółowej relacji wydarzeń, które prowadzą do nieuniknionej i wielokrotnie zapowiadanej tragedii.
Sam sposób narracji nie jest dla literatury zupełnie nowy; z powieścią-spowiedzią spotykamy się między innymi w Upadku Alberta Camusa, z którego cytat służy jako motto powieści Trabucco. W literaturze latynoamerykańskiej ten typ narracji możemy zaobserwować między innymi w wydanej w 1948 roku książce Tunel Ernesta Sábato, która we wrześniu 2026 roku ukaże się w nowym przekładzie Zuzanny Geremek nakładem Wydawnictwa Cyranka. Już od pierwszych zdań Juan Pablo Castel zwraca się do anonimowych odbiorców i od razu ujawnia przedmiot swojej opowieści: zabójstwo Marii i motywy, które do niego doprowadziły. To zabieg analogiczny do tego, który dostrzegamy u Trabucco, chociaż chilijska pisarka pozostawia nam więcej wątpliwości: nie znamy ani przyczyny zapowiedzianej śmierci, ani osoby za nią odpowiedzialnej. Castel i Estela są do siebie podobni także pod względem postawy, jaką przejawiają wobec swoich niewidocznych odbiorców – lekko buńczuczną, pozornie pewną siebie i zarazem podszytą wątpliwością co do możliwości bycia zrozumianym; tłumaczącą, lecz nie proszącą o wybaczenie. Istnieje między nimi jednak zasadnicza różnica: Castel to pochodzący z Buenos Aires, odnoszący sukcesy artysta, przedstawiciel burżuazji, ugruntowany w swoim przywileju zarówno klasowym, jak i płciowym. Estela natomiast przybywa z ubogiego południa Chile jako migrantka i jest całkowicie zależna od swoich pracodawców – materialnie oraz społecznie. Oboje, mimo zupełnie przeciwnych pozycji, żyją w stanie głębokiej alienacji od świata, do którego kierują swoje słowa.
Lista lektur:
Publikacje wspomniane w tekście:
Publikacje wspomniane w tekście:
I chociaż zarówno Do czysta, jak i Tunel budują napięcie wokół tragedii, którą obiecują nam od początku, obie powieści są przede wszystkim refleksją nad tą właśnie alienacją. Każda z nich odpowiada przy tym tendencjom właściwym dwóm różnym momentom w historii literatury latynoamerykańskiej. Tunel wpisuje się w mit wyobcowanego, niezrozumianego artysty, tak charakterystyczny dla egzystencjalnych rozważań zeszłego stulecia, w których źródłem cierpienia jest sama jednostka – jej obsesje, pycha, poczucie wyższości. Do czysta powstaje w innym kontekście: w XXI wieku, w cieniu pogłębiających się kryzysów oraz galopującego neoliberalizmu, Trabucco zwraca się w stronę alienacji, której źródłem nie jest jednostka, lecz cała architektura klasowa, w jakiej żyje Estela, a jej opowieść staje się świadectwem podziałów i nierówności rządzących przenikliwie neoliberalnym społeczeństwem chilijskim.
Dla swoich pracodawców, lekarza i prawniczki, mieszkających w bogatej dzielnicy Santiago, Estela jest tylko kolejną pomocą domową – z początku anonimową, nazywaną przypadkowo imieniem poprzedniczki, codziennie ubraną w identyczny fartuch, dobrze wychowaną, piśmienną, milczącą, dostępną od zaraz. Z biegiem czasu jednak sytuacja nie ulega drastycznej zmianie – chociaż staje się dla nich Estelą, nadal jest przede wszystkim gosposią, a w przypadku Julii również nianią: pozbawioną własnych cech czy pragnień, gotową zawsze spełniać dowolne życzenie państwa, zapewniających jej byt i dach nad głową.
Należy podkreślić, że Estela nie jest przez małżeństwo źle traktowana. Pensję otrzymuje na czas, ma urlop, a na święta zostaje zaproszona do wspólnego posiłku. Nie jest ofiarą bezpośredniej przemocy: nikt jej nie bije, nie gwałci, nie obraża. Trabucco bowiem nie sięga po skrajności, by pokazać przemoc systemu, który opisuje. I również, paradoksalnie, by nie przysłonić tego, co zdaje się być jednym z centralnych punktów krytyki społecznej w powieści: już sama norma jest problemem. Wychodząc od motta powieści, zaczerpniętego z Upadku Alberta Camusa – „ten górą, kto obierze do czysta drugiego” – Do czysta ukazuje proces odarcia z tożsamości, nie poprzez brutalną marginalizację, lecz przez cichą, systemową zgodę na nadużycie i odczłowieczenie.
W podobny sposób wybrzmiewa zdanie wielokrotnie powtarzane przez narratorkę: „Tacy jesteśmy” przewija się w powieści jak refren, niczym vonnegutowskie „so it goes” z Rzeźni numer pięć. Inaczej niż w amerykańskiej powieści, gdzie ta bezsilna akceptacja pojawia się zawsze w kontekście śmierci i straty, u Trabucco zdanie to wypowiadane jest w chwilach nadziei i czułości – ale nigdy bez cienia wątpliwości. Estela wypowiada je po raz pierwszy, biorąc na ręce zmęczone dziecko, i natychmiast sama sobie zaprzecza: „To nieprawda. Ludzie wcale tacy nie są”. Ten sam refren powraca w ustach jej matki, ostrzegającej córkę przed wyjazdem do Santiago – nie jako pochwała ludzkiej dobroci, lecz jako fatalistyczne wytłumaczenie, dlaczego ludzie dają się wykorzystywać. „Tacy jesteśmy” staje się więc gorzką refleksją nad ludzką dobrocią, która coraz bardziej nie przystaje do zasad rządzących zhierarchizowanym światem przywileju i pieniądza. Jakby dopowiadało ono zdanie Camusa z motta powieści – tacy właśnie jesteśmy, my, którzy nigdy nie jesteśmy górą.
W języku hiszpańskim istnieje słowo, którego nie da się przełożyć na polski jednym wyrazem: ningunear. Ignorować, lekceważyć, patrzeć z góry. Dosłownie: czynić nikim.
Od początku swojej opowieści Estela zaznacza, że wraz z podjęciem pracy pojawia się u niej poczucie utraty własnej tożsamości, jakby kobieta, która pracuje, która zajmuje się cudzym dzieckiem i cudzym domem, nie była nią – „Poczułam, jakbym jeszcze nie weszła do tego pokoju i jakbym ja sama, z zewnątrz, patrzyła na kobietę, którą się od tej chwili stanę”, komentuje pierwszy dzień pracy.
Zdjęcie główne artykułu: Carlos Figueroa - Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=83296406
Zdjęcie z cytatem: Carlos Teixidor Cadenas - Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=98697142
Jej stawanie się nikim nie przejawia się jednak wyłącznie w jej poczuciu alienacji wobec wykonywanej pracy. Zauważamy je też, a może przede wszystkim, w podejściu jej pracodawców. I w tym przypadku następuje ono stopniowo i pogłębia się wraz z upływem czasu oraz jej zżywaniem się z rodziną, dla której pracuje. Kiedy pewnej nocy schodzi do kuchni po szklankę wody, przypadkiem staje się świadkinią intymności między małżeństwem. Pan domu, zauważywszy ją, nie przerywa tego, co robi, ani nie okazuje zażenowania. Wbija wzrok w jej stopy i kontynuuje stosunek, jakby patrzenie na własną gosposię było czymś równie obojętnym jak patrzenie na część wyposażenia kuchennego: Estela zostaje uczyniona nikim nie dlatego, że jest niewidzialna, lecz dlatego, że jej widzialność nie ma żadnego znaczenia.
Większego znaczenia nie ma również jej głos. Od samego początku zostawiana jest sama w domu z firmowymi dokumentami swojej pracodawczyni, mimo że – jak zauważa – „mankamentem” posiadania w domu piśmiennej służby domowej mogłoby być właśnie to, że czyta zapisane na papierze sekrety domowników. Jednak kiedy po siedmiu latach pracy pan domu postanawia wyznać jej własną, skrywaną od dwudziestu lat tajemnicę, Estela rozumie już lepiej postawę swoich pracodawców: „Po to płaci pensję milczącej i niemej pomocy domowej. Cichej jak grób”, opowiada Estela swoim niewidocznym słuchaczom.
W pewnym momencie Estela faktycznie cichnie – nie tylko staje się postacią w tle, ale w ogóle przestaje mówić, wypełniając swoje obowiązki w kompletnej ciszy. Milczenie, do którego jest sprowadzona, jest wynikiem nie tylko systematycznego czynienia jej nikim, ale również serii strat, z którymi musi się skonfrontować, a które znosi w imię pracy i stałego zatrudnienia.
Istotnym elementem tej społecznej układanki jest Julia – dziecko pracodawców, lecz wychowane przez Estelę, dziewczynka z nerwicą i problemami z jedzeniem. To ona w kluczowym dla fabuły momencie zdradza sekret, który obiecała zachować – opowiada matce o psie ukrywanym przed państwem od miesięcy i o ugryzieniu, którego ślady Estela kazała jej zataić. Zdrada kończy się natychmiastowym wyrzuceniem Esteli z pracy. Śmierć dziewczynki, która nastąpi później, staje się dla Esteli katalizatorem, dzięki któremu w końcu przełamuje swoją bierność i wyzwala kumulowany przez lata gniew. Gniew, który prowadzi ją na ulicę, a następnie do sali przesłuchań i do opowieści, którą czytamy.
Spowiedź Esteli nie jest wyznaniem win. Jest pełnym złości oskarżeniem systemu opartego na poniżeniu, wyzysku i uprzedmiotowieniu. Systemu, który poprzez anihilację delikatności i inności prowadzi do śmierci jednostek, które do niego nie przystają – nawet tych, które, jak Julia, z tego samego systemu czerpią przywilej. I którego zmiana jest możliwa wyłącznie, gdy gniew jest już nie do wytrzymania.
Dziewczynka nie żyje – to prawda. Ale Estela odzyskuje głos.


