Klasyk, ale współczesny. Stale obecny, ale często pod różnymi, „fałszywymi” postaciami – co zresztą jest charakterystycznym motywem w jego twórczości.
Ktoś taki jak Borges
„Czy w Twoim kraju jest ktoś taki jak Borges?” – to pytanie słyszałam w Buenos Aires wielokrotnie i na początku wydawało mi się całkowicie absurdalne. Zadawały mi je oczywiście osoby zajmujące się tym pisarzem zawodowo, związane z Argentyńską Biblioteką Narodową albo Uniwersytetem, ale nie tylko. Pytali o to również fascynaci i hobbystyczni redaktorzy internetowych pism, literackich profili na Instagramie, czy właściciele niezależnych księgarń. Naturalnie tylko wtedy, gdy nie zakładali z góry, że kogoś takiego po prostu nigdzie indziej nie ma – nie tylko guru literatury argentyńskiej i latynoamerykańskiej, lecz także reformatora literatury światowej, twórcy metafizycznych opowiadań detektywistycznych i fantastycznych oraz fałszywych recenzji, mistrza labiryntów, paradoksów i wizji świata, w których rzeczywistość miesza się z fikcją. W pierwszej chwili chciałam wyliczyć cały poczet polskich pisarek i pisarzy, którzy podobnie jak Borges igrali z filozofią, nauką i teologią, stawiając fundamentalne pytania o miejsce człowieka w świecie i odpowiadając na nie pół żartem, pół serio. Schulz, Szymborska, Gombrowicz – choć tego w argentyńskich księgarniach znajdujemy na półce z literaturą argentyńską – Lem, czy na swój sposób, Tokarczuk. Po głębszym zastanowieniu okazuje się jednak, że sprawa jest bardziej skomplikowana, a kogoś „takiego jak Borges” faktycznie trudno znaleźć.
Po pierwsze, w Argentynie Borges to swoista instytucja, czasem kontrowersyjna (politycznie, ponieważ był antyperonistą, ale to temat na osobny esej), niemniej zawsze obecna jako punkt odniesienia. Teoretycznie jest już pisarzem historycznym - zmarł w 1986 roku – a jednocześnie zajmuje centralne miejsce kanonu literacko-kulturowego oraz listy lektur szkolnych. Zarazem jest na tyle bliski współczesności, że wciąż żyją ludzie, którzy pamiętają go jako osobę. Niekoniecznie jego „prawdziwe” oblicze (ale co to znaczy „prawdziwa” tożsamość, zapytałby mnożący lustra i sobowtóry Borges), przynajmniej jednak jego publicznie dostępny wizerunek: starego niewidomego bibliotekarza spacerującego po Buenos Aires. Na corocznym Festiwalu Borgesa, który odbywa się w okolicy 24 sierpnia, czyli dnia jego urodzin, zwykle ktoś z publiczności dzieli się prywatną anegdotą dotyczącą pisarza. Na przykład opowiadano tym, jak Borges kupował kanapki na stoisku czyjegoś ojca, uciekając na chwilę z Biblioteki im. Miguela Cané w dzielnicy Boedo, gdzie zatrudnieni do noszenia książek pracownicy fizyczni znęcali się nad nim za bycie intelektualistą i okularnikiem (i płakał). O tym, że nie ma „nikogo większego” niż Borges można dowiedzieć się także od obwoźnych sprzedawców kawy albo na festiwalu tanga. Pewien zespół ma nawet piosenkę zatytułowaną „Los ojos de Borges”, czyli „Oczy Borgesa”, co wydaje się nieco nietaktowne, biorąc pod uwagę jego słynną ślepotę. W każdym razie, przed jej wykonaniem wokalista opowiada historią o tym, jak podczas studiów próbował poderwać atrakcyjną Francuzkę cytując właśnie Borgesa. Była pod ogromnym wrażeniem cytatu i zapytała, kto jest jego autorem. Kiedy otrzymała odpowiedź okazało się, że nie wie, kim jest Borges. Dla wokalisty w tym momencie czar prysł i wiedział już, że nic z tego nie będzie1.
„Wielkość” Borgesa nie jest jednak tylko elementem argentyńskiej dumy narodowej. Chyba żaden pisarz nie wywarł takiego wpływu na rozwój myśli w połowie XX wieku jak on (i Kafka). Jako inspirację cytują go i analizują w swych rozprawach, między innymi, Jean Baudrillard, Gilles Deleuze czy Michel Foucault; John Barth natomiast uznał Borgesa za prekursora i konceptualnego ojca postmodernizmu. Ponadto autor Fikcji wzmiankowany jest, mniej lub bardziej anegdotycznie, przez dziesiątki pisarzy, myślicieli i naukowców, od językoznawcy kognitywnego Lakoffa po DeWitta i Grahama, redaktorów The Many-Worlds Interpretation of Quantum Mechanics Hugh Everetta2. Pojawia się tam cytat z „Ogrodu o rozwidlających się ścieżkach”, opowiadania często uznawanego za prekursorską wizję „multiwersum”, choć nie jest to żadne science fiction (chyba że jako naukę będziemy tu rozumieć filozofię).
Tego typu prekursorstwo to jedna z bardziej niesamowitych cech pisarstwa Borgesa. Oczywiście wielu interpretatorów przesadza, popadając w nadmierny entuzjazm i przypisując mu na przykład faktyczną znajomość mechaniki kwantowej (o której, jak sam wyznawał, nie miał pojęcia). Nie zmienia to jednak faktu, że wiele z opisywanych przez Borgesa już w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku rozterek poznawczych i egzystencjalnych z wyprzedzeniem zilustrowało współczesne dylematy towarzyszące rozwojowi technologii, w tym narzędzi sztucznej inteligencji, oraz zmieniającym się koncepcjom prawdy, tożsamości i wiedzy. Jego teksty zaskakująco dobrze wybrzmiewają także dzisiaj a ponadto są krótkie (nigdy nie napisał żadnej powieści), co też odpowiada obecnym tendencjom szybkiego życia i efemerycznego skupiania uwagi.
Jak Borges „przewidział” przyszłość (czyli naszą teraźniejszość)
Znaczenie tekstu jest uwarunkowane, według Borgesa oraz współczesnych badań, przede wszystkim (dys)pozycją czytelnika i jego aktualnym kontekstem, dlatego Don Kichot napisany w XX wieku jest zupełnie inny niż ten Cervantesa, nawet jeśli oba teksty są identyczne – ten fantastyczny zawrót głowy pochodzi z opowiadania „Pierre Menard, autor Don Kichota”. Podążając za pół serio, pół żartobliwymi instrukcjami Borgesa, pytanie brzmi, co te teksty mogą nam mówić dziś? Poniżej zamieszczam listę wybranych, wciąż aktualnych Borgesowskich pytań oraz odnośniki do opowiadań z najsłynniejszych tomów, Fikcje i Alef, w których te pytania się pojawiają (starając się uniknąć „spoilerów”):
Nadmiar dostępnych danych sprawia, że nie jesteśmy w stanie rozpoznać tych naprawdę istotnych. Ponadto często trudno stwierdzić, czy coś jest prawdą, czy fałszem, na przykład halucynacją AI lub perfidną manipulacją za pomocą fake newsów. „Biblioteka Babel”: wszechświat to prawdopodobnie nieskończona biblioteka, której księgi zawierają wszystkie możliwe kombinacje znaków pisma. Jest ich tak wiele, że nie da się znaleźć nic sensownego w zrozumiałym dla nas języku. Co więcej, Biblioteka (jak AI) nie rozróżnia między prawdą a fałszem i zawiera dosłownie wszystko, w tym także wszystko co fałszywe, bez ostrzeżenia, że to fałsz.
Właściwie cały Internet to Biblioteka Babel albo Alef: niezwykły punkt, w którym możemy zobaczyć wszystko wszędzie naraz4, ale nie jesteśmy w stanie ująć tego w całość. Na dodatek może się to łączyć z nieszczęśliwą miłością oraz igrać z naszą tożsamością, która posiada liczne awatary.
(„Alef”);
Niepewność co do tego, co jest prawdą, a co fikcją dotyczy również naszej tożsamości oraz samego istnienia. Jeśli Don Kichot może się zorientować, że jest bohaterem czyjejś powieści, czy i nas nie może spotkać coś podobnego?
(„Nieśmiertelny”, „Koliste ruiny”)
Możliwe, że żyjemy tylko w jednym z wielu możliwych światów, w jednym z wielu możliwych wariantów historii i stanowimy tylko jedną z możliwych wersji naszych tożsamości. A to oznaczałoby, że wszystko mogłoby być zupełnie inaczej.
(„Ogród o rozwidlających się ścieżkach”, „Południe”, „Powtórna śmierć”)
Czy świat naprawdę jest taki, jak nam się wydaje? Może to tylko iluzja, konspiracja, pomyłka albo efekt ograniczenia naszych możliwości poznawczych? Czy świat ma jakikolwiek zrozumiały dla nas porządek, czy może żyjemy w chaosie?
(„Tlön, Uqbar, Orbis Tertius”, „Śmierć i busola”, „Loteria w Babilonii”)
Co znaczy „prawda”, a co „kłamstwo”? Czy historia mówi nam, co faktycznie się stało i pozwala rozstrzygnąć, co jest sprawiedliwe, na przykład gdy chce się pomścić śmierć ojca?
(„Emma Zunz”, „Temat zdrajcy i bohatera”)
Prawda kontra fałsz, część druga: recenzje apokryficznych książek (później pisane także między innymi przez Lema). Wyprzedzając ducha epoki, Borges stwierdza, że szkoda czasu i wysiłku na tworzenie opasłych tomów powieści. Lepiej udawać, że te już istnieją i pisać ich recenzje tudzież analizy, zarazem parodiując i odnawiając krytykę i filozofię.
(np. „Poszukiwanie Al-Mutasima”, „Pierre Menard”)
Może z takiej perspektywy dałoby się zrozumieć nieskończoność, która przecież prowadzi do paradoksów, zwłaszcza w matematyce, aspirującej do miana królowej nauk.
(znów „Śmierć i busola”, ale też „Awatary żółwia” – esej o paradoksie Zenona z Elei)
A jeśli czas można mierzyć tak, jak to robimy, i jeśli jest on jak linia prosta składająca się z nieskończenie wielu punktów, którą można wobec tego dzielić w nieskończoność - godziny na minuty, minuty na sekundy, sekundy na milisekundy itd. – to czy dałoby się wstrzymać czas lub go zanegować?
(„Tajemny cud”)
Lista lektur:
Poniżej lista opowiadań w arbitralnej kolejności sugerowanej osobom, które dopiero zaczynają czytać Borgesa:
Jeśli chcesz przeczytać tylko jedno, przeczytaj „Bibliotekę”. I „Pierre Menard”. A także pozostałe.
Jak odpowiedzieć na te wszystkie pytania? Nie wiadomo, zwłaszcza że Borges unika oficjalnych stwierdzeń i opinii, a jeśli nawet coś zadeklaruje, nigdy nie wiadomo, czy robi to na poważnie, czy żartem (to raczej paradoksalna mieszanka obu tych postaw naraz). Niczego nam nie narzuca i nie twierdzi, że wszystko wie najlepiej, czego można by się spodziewać po „wielkim pisarzu” i klasyku. Wręcz przeciwnie, co najwyżej proponuje hipotezy, bez fałszywych obietnic i fałszywej skromności.
Po podobnym podsumowaniu ktoś spytał mnie, jakie w takim razie pocieszenie możemy dziś czerpać z tekstów Borgesa. Nie wiem, czy to najlepszy termin, ale choć teksty Borgesa czasem wydają się przedstawiać desperacką sytuację (chaos, niemożliwą do pokonania niewiedzę, zagubienie), to zarazem zawierają „sekretne pocieszenie”.
Przede wszystkim gra fikcji z rzeczywistością oraz prawdy z fałszem jest tu transparentna i nie ma ukrytych celów politycznych, albo ekonomicznych, które zwykle towarzyszą takim problemom w dyskursie publicznym, zwłaszcza internetowym. Twórczość Borgesa stanowi więc idealny poligon doświadczalny przygotowujący nas do konfrontacji z dzisiejszą erozją prawdy i poczucia rzeczywistości. Jeśli po lekturze mamy wrażenie, że ktoś tu z nami pogrywa, to bardzo dobrze. A gdy po kolejnych lekturach zaczniemy to doceniać, odkryjemy, że Borges, być może w nieoczywisty sposób, tworzy jedne z najzabawniejszych tekstów na świecie. Tylko najpierw musimy oswoić się z poczuciem konfuzji i niepewności. Jeśli jednak przeczytamy wystarczająco dużo Borgesa, dokładnie tak się stanie.
Oswojenie z niepewnością i grą prowadzi też do wytworzenia swoiście stoickiej i niepozbawionej humoru postawy życiowej. Zapewne nigdy nie odkryjemy ostatecznych prawd o świecie. Ale to nie znaczy, że nie powinniśmy próbować, bo nawet jeśli nie trafimy w sedno, możemy stworzyć coś interesującego, zdumiewającego lub pięknego. „Metafizycy Tlönu nie poszukują prawdy ani nawet prawdopodobieństwa, a tylko zadziwienia. Uważają metafizykę za gałąź literatury fantastycznej”5. Zdumienie, asombro, to jedna z kluczowych wartości według Borgesa – w matematyce, filozofii, nauce i literaturze, a także, poniekąd, w życiu. W każdym tekście/doświadczeniu, nawet dziwacznym czy szalonym, możemy znaleźć coś inspirującego. Byle tylko nie uwierzyć naiwnie, że z całą pewnością objawia ono nam ostateczne prawdy.

